[ Pobierz całość w formacie PDF ]

będą rodzicami. Ione już to odkryła, kiedy przed dwoma
dniami jadły razem lunch.
- Najdroższa, nie mogłabym być szczęśliwsza. Ivor
będzie wniebowzięty - powiedziała uśmiechając się szeroko. -
Tylko pomyśl, ja będę babcią. Oczywiście cioteczną, ale
upieram się przy  babci". Podoba mi się ta rola. - Zachichotała
radośnie. - Celia się zadławi. - Uważa, że jest zbyt młoda, aby
zostać babcią.
Margo poprzez stół dotknęła ręki ciotki. - Proszę, nic jej
jeszcze nie mów. Nie teraz. Gdy ciotka uniosła brwi,
wzruszyła ramionami.
- Chciałabym najpierw powiedzieć o tym Casowi.
- Co? Nie powiedziałaś mu jeszcze? Moja droga, musisz
to koniecznie zrobić. Jesteś taka szczupła, wkrótce ciąża
będzie widoczna. Czy to, że ukrywasz swój stan przed Casem,
ma coś wspólnego z wypadkiem, który miałaś w ubiegłym
miesiącu?
Margo kiwnęła głową.
- W pewnym sensie. Tak się o mnie martwił, że nawet
zgodziłam się pójść do lekarza. Ciociu Ione, rozumiem go.
Tak wiele przeżył po tej katastrofie lotniczej, że przeraża go
nawet niegrozny wypadek. Na pewno z czasem to się zmieni.
- Ale ty obawiasz się powiedzieć mu o dziecku. Margo
westchnęła.
- To głupie, wiem. Ale wydaje się, że Cas znowu zamknął
się w sobie, jakby nie mógł opuścić swojej  skorupy", bo coś
jeszcze może się wydarzyć. Mówi, że doskonale radzi sobie z
sobą, ale nie wygląda mi na to. - Uśmiech zniknął z jej twarzy.
- Jest tak, jakby założył nową maskę, a ja nie potrafię się przez
nią przebić.
Ione przecząco pokręciła głową.
- Myślę, że nie ma w tym nic dziwnego. Drogie dziecko,
nie masz pojęcia, co się z nim stało, kiedy ciebie nie było i
wszyscy myśleliśmy, że nie żyjesz. Zachowywał się jak
szaleniec. Nie spotykałam się z nim zbyt często, ale kiedy go
widywałam, nigdy nie był trzezwy. A jego oczy! Wyglądały
jak studnie prowadzące do piekieł. Dziwiło mnie, że tak
dobrze prowadził swoją firmę, a wnoszę, że tak było,
ponieważ w przeciwnym razie Weldon powiedziałby o tym
Ivorowi. Celia nie miała nadziei, że Cas pożyje dłużej niż rok.
Nikt nie mógł do niego dotrzeć. Nie chodzi o to, że nie
próbował unormować życia. Próbował - przez pracę. Cały
czas realizował coraz to nowe plany, ale jego życie
towarzyskie było jak pogorzelisko. - Ione przewróciła oczami.
- Był ciągle na pierwszych stronach gazet goniących za
skandalami.
Margo kiwnęła głową.
- Wiem o jego przygodach z kobietami i o eskapadach,
którymi zabijał bezsenność.
- Jestem pewna, że nie sypiał. Wyglądał jak śmierć.
Ione zrobiła przerwę stukając paznokciem w brodę i
bacznie obserwując Margo.
- Czemu nie miałabyś zabrać go do Tybetu? Och, nie
teraz, ale po urodzeniu dziecka. Niech zobaczy miejsce
katastrofy i klasztor, w którym się leczyłaś. Myślę, że teraz on
potrzebuje terapii. - Ione pochyliła się i ścisnęła rękę Margo,
kiedy zobaczyła łzy w jej oczach. - Hej, wiem, że to normalne
być płaczliwą, kiedy jest się w ciąży, ale jeśli będziesz dalej
tak robiła, to utopisz się we łzach.
- Nieba... ratujcie - powiedziała Czkając i uśmiechając się
Margo. Tybet, Tang, spokój, urok zdobywania wiedzy,
instrospekcje... kuracja.
- Będę szczęśliwa, jeśli będę mogła zająć się dzieckiem -
ciągnęła Ione. - Oczywiście, razem z baterią pielęgniarek.
Zmienianie pieluch nie odpowiada mojemu wyobrażeniu o
pracy. Ale z rozkoszą potrzymam małego nicponia na rękach.
Margo zauważyła maskowane lekkimi uwagami uczucia
macierzyńskie Ione i uśmiechnęła się. Ione będzie zaślepioną
babcią. Margo powoli pokiwała głową.
- Może Casowi rzeczywiście potrzebna jest ta podróż.
Czasami po prostu zapominam, ile przeszedł.
- Musi też zrozumieć, że twoje cierpienie nie było
wycelowane w niego, niczym rozpalona dzida. Ione z powagą
pokiwała głową, kiedy Margo nerwowo zachichotała.
- Poważnie, facet był torturowany.
- Ciociu, czy jesteś w stanie zaakceptować inną filozofię
życia? Ione zawsze potrafiła widzieć istotę rzeczy ukrytą za
fasadą pozorów.
- Jeśli masz na myśli Konfucjusza, to odpowiedz brzmi:
nie, ale jego zdrowy rozsądek uważam za podnoszący na
duchu. Po twojej katastrofie przeczytałam sporo wielkiego
Konfucjusza. - Ione uścisnęła rękę Margo.
Ciotka i bratanica trzymały się za ręce, powstrzymując
łzy.
Przeglądając się w lustrze i przypominając sobie słowa
ciotki, Margo zdecydowała, że nadszedł czas, by otworzyć
kolejne drzwi w jej życiu z Casem. Najpierw musi zadbać o
to, aby mu się podobać.
Krytycznie zlustrowała swój wygląd. Luzna piżama z
jedwabiu z satynowymi wykończeniami barwy głębokiego
koralu nadawała jej skórze różowy odcień i podkreślała
kasztanowy odcień włosów. Wyjęła ze szkatułki na biżuterię
sznur korali i okręciła go wokół szyi. Kolczyki z koralami w
koronkowej, złotej oprawie zwisały jej prawie do ramion.
Jeszcze jeden drobiazg i będzie gotowa. Cas będzie w domu
za dwadzieścia minut. Spojrzała na włoskie, ręcznie wykonane
klapki na dziesięciocentymetrowych obcasach. Chyba skręci [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • actus.htw.pl