[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Podniosłem znowu oczy, a Sara popatrzyła na mnie z zaciekawieniem.
 Tylko tyle? Tylko  może powinniśmy ?
 Co jeszcze chcesz, żebym ci powiedział?
 Nie jestem pewna, ale zabrzmiało to dziwnie. Nie sądzisz, że ojciec Corso mógłby
nam coś doradzić? Musi być ktoś w kościele, kto się zna na takich rzeczach. Może mógłby
nas z kimś takim skontaktować.
Spróbowałem patrzeć tak obojętnie, jak tylko potrafiłem.
 No, powiedz coś  niecierpliwiła się Sara.  Uważasz, że powinniśmy
porozmawiać z ojcem Corso czy nie?
Zerknąłem na ludzi siedzących obok. Byli pochłonięci ożywioną rozmową i nie
wydawało mi się, żeby zwracali uwagę na to, o czym mówiłem. A więc cicho powiedziałem
do Sary:
 Rozmawiałem już z ojcem Corso. Dzisiejszej nocy.
 Tak? I co powiedział?
 Przyjechał do domu.
 Uwierzył ci?
 Na początku nie, ale potem tak, kiedy zobaczył na własne oczy krzesło.
 I co zrobił?  Ricky, powiedz mi!
Przycisnąłem palce do czoła. Poczułem zawrót głowy.
 Próbował odprawić nad krzesłem egzorcyzmy. Przynajmniej tak to wyglądało.
Recytował jakieś teksty o Bogu, rozkazywał komuś odejść i opuścić nasz dom.
Sara wyciągnęła rękę przez stolik i chwyciła mój nadgarstek.
 I co się stało?
Nie umiałem na nią spojrzeć. Byłem pewien, że śmierć ojca Corso nie była moją
winą, ale i tak czułem się odpowiedzialny, ponieważ zaprosiłem go do domu, mimo iż
wiedziałem albo przynajmniej powinienem był wiedzieć, że mogło się to tragicznie skończyć.
 Krzesło& go zabiło. Rzucało nim po pokoju, jak gdyby nie ważył więcej niż
szmaciany Andy Jonathana. Potem wepchnęło jego twarz prosto w ogień.
 O mój Boże  wyszeptała Sara.  Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym
wcześniej?
 Nie chciałem cię jeszcze bardziej martwić. Byłaś już i tak wystarczająco
zdenerwowana.
 Ale co zrobiłeś? Zawiadomiłeś policję, że nie żyje?
Rozejrzałem się szybko wokół, czy nikt nie zwraca na nas uwagi. Potem odezwałem
siÄ™:
 Nie mogliśmy. Wyglądało to tak, jak gdybyśmy go zabili. Zamknęliby nas za
zabójstwo.
 Co więc zrobiliście?
 Zaaranżowaliśmy wypadek. Zepchnęliśmy wóz ojca Corso z urwiska i zapalił się.
 Czyj to był pomysł?
 Co za różnica? O co ci chodzi?
 Nie wiem.
 No więc był to mój pomysł. David mi pomagał. I w oczach prawa obaj jesteśmy
winni jak cholera.
Sara wyglądała, jakby miała się rozpłakać, ale jej oczy pozostały suche. Wypłakała
już dosyć łez nad Jonathanem i nic nie zostało. W jej spojrzeniu pojawiła się ta sama
otępiałość, która opanowała już i mnie. Nie można trwać przez cały czas w stanie napięcia
nerwowego. W końcu człowiek opada z sił i przestaje się wydzielać adrenalina.
 Możesz nalać mi jeszcze trochę wina?  spytała Sara.  Potem, chciałabym
wrócić do domu.
 JesteÅ› pewna?
 Jasne. To krzesło rozdarło już moje życie na strzępy. Nie pozwolę, żeby w dodatku
utrzymywało mnie z dala od mojego własnego domu.
8. POGRÓ%7Å‚KI
Zanim pojechaliśmy z powrotem do Rancho Santa Fe, postanowiłem zadzwonić do
Presidio Place i powiedzieć Davidowi, dokąd się udajemy. Telefonowałem do niego z
restauracji, ale linia ciągle była zajęta.
Presidio Place jest jednym z kosztownych, prywatnych terenów podmiejskich
umiejscowionych w krajobrazowym parku ze sztucznymi jeziorkami, równo posadzonymi
wierzbami i kortami tenisowymi. %7ładnych dzieci, żadnych psów, żadnych plażowiczów i
nikogo spoza ścisłej elity finansowej. Jestem zaskoczony, że tolerują tu jeszcze demokratów.
Opuściłem obwodnicę San Diego przy zjezdzie na autostradę Mission Valley, a potem
skręciłem znowu na Htjtel Circle i w drogę Fashion Valley. Popołudnie było coraz gorętsze i
pełne kurzu, klimatyzację nastawiłem na chłodzenie.
Zaparkowałem impalę na jednym z podziemnych parkingów osiedla, a potem szliśmy
szerokim, brukowanym dziedzińcem wokół basenu, aż dotarliśmy do wejścia do apartamentu,
w którym zatrzymał się David. Obok basenu nieprawdopodobnie gruby mężczyzna siedział
na leżaku z cygarem w zębach i egzemplarzem  The Wall Street Journal rozłożonym na
brzuchu niczym namiot.
Doszliśmy do drzwi z krótkim napisem: Eads. Przycisnąłem dzwonek na drzwiach i
słuchałem odległego dzwięku. Potem rozległ się głos Davida:
 ChwileczkÄ™!
Po minucie David otworzył drzwi z ukłonem i zaprosił nas do środka. Wykąpał się
już, ogolił i ubrał w błękitną koszulę, ciemnoniebieski krawat i kawaleryjskie spodnie.
Wyglądał tak angielsko, że przypominał Amerykanina próbującego pozować na Anglika.
 Wejdzcie  powiedział.  Ted Eads wyjechał dziś po południu, co za szkoda&
ale chodzcie i nalejcie sobie drinka. Saro, miło cię widzieć. Jak Jonathan?
 Bez zmian  stwierdziła Sara jednostajnie.  Nie ma pogorszenia, ale nie widać
też poprawy.
Przeszliśmy korytarzem obwieszonym kosztownymi obrazami sztuki nowoczesnej 
dwa Barnetty Newmanse i jeden Morris Louis  a potem zapadliśmy się po kostki w głęboki,
włochaty dywan jasnego koloru, który rozpościerał się na przestrzeni prawie ćwierci akra.
Było to jedno z tych mieszkań, które widzi się na okładkach ilustrowanych magazynów 
chromowane włoskie stoliki, paprocie i trochę drobiazgów, takich jak rzezby Giacomettiego
używane przy czytaniu jako podpórki pod książki. Za ciemnymi oknami rozciągał się widok
zatoki Mission, lazurowej i zamglonej, z rzędami żaglówek na wodzie, otoczonej wokół
pierścieniem drzew palmowych. Cicho szumiąca klimatyzacja utrzymywała optymalną
temperaturę i wilgotność wnętrza mieszkania.
 Niezły apartamencik  zauważyłem, podnosząc złoto szmaragdowego żółwia i
wpatrujÄ…c siÄ™ w jego rubinowe oczy.  Z czego utrzymuje siÄ™ pan Ted Eads? Drukuje
pieniÄ…dze?
 Jest bankierem. Ma coś wspólnego z finansowaniem projektów budowlanych w
Ameryce Zrodkowej. Mieszka tutaj tylko trzy czy cztery tygodnie w roku. Posiada również
pałac w stylu Tudorów w Anglii, mały zameczek we Francji i trzy piętra na nowoczesnym
osiedlu na Manhattanie.
 To wszystko?
Podszedłem do barku, który był przerobionym francuskim sekretarzykiem,
zwieńczonym zegarem z pozłacanego brązu. Wszystkie trunki stały w starannie dobranych,
starych, kryształowych karafkach, ze srebrnymi blaszkami zawieszonymi na łańcuszkach.
 Chcesz coś do picia, Saro?  spytałem.
 Tylko Campari. Przygotowałem drinki.
 Muszę powiedzieć, Davidzie, że to miejsce jest prawie nieznośnie okazałe. Prawie
nieznośnie okazałe, ale nie całkiem.
 Brak mu przytulności  przyznał David.  Przepraszam, wybaczycie mi, jeśli
was na chwilę opuszczę? Muszę zatelefonować do kilku miejsc w Nowym Jorku. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • actus.htw.pl